just want to stay with you__kotori

Temat: Ksiązki, książeczki (czyli co czytamy)
"Studnia żczeń" Baldacciego. Piękna powieść o losach dwójki
rodzeństwa, które po tragicznej śmierci ojca wraz z matką inwalidką
trafiają na farmę swojej babki. Urzekające opisy przyrody, górskich
pejzaży i wiejskiego życia przenoszą nas w niezapomniany klimat.
Polecam serdecznie, można spokojnie czytać dzieciakom, bardzo
wartościowa pozycja.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,11207,55303800,55303800,Ksiazki_ksiazeczki_czyli_co_czytamy_.html



Temat: Nowy album o kolei
(...)


Warto wydac te 94 zl ?
Czy ksiazka ta ma poziom albumu
"Koleje waskotorowe na Gornym Slasku" ?


Moim skromnym zdaniem fotograficzny tom II "piaskowy" nawet przewyższa -
swój  wąskotorowy odpowiednik, czyli tom III trylogii Soidy. Przede
wszystkim jakość druku samych zdjęć jest jeszcze lepsza, ciekawsza jest
kompozycja - część zdjęć ma znacznie większy format, niż typowe "pocztówki",
nie ma
monotonnego układu "po 2 zdjęcia na stronie". Bardzo dobrej jakości są
archiwalne zdjęcia kolorowe. Mariusz nie wspomniał o ogromie zdjęć z
początku wieku XX - i to zdjęć rewelacyjnej jakości, przedstawiających
tendrzaki 1-5-1 i 1-5-0 u boku maszyn 0-3-0, cięzkie parowozy 0-2-0,
gigantyczne parowe koparki kroczące i szynowe (!!!) i dawne maszyny do
automatycznego
przestawiania toru. Widzieliście kiedyś koparki poruszające się po własnym,
trójszynowym torowisku?
Bogata w zdjęcia jest dokumentacja spektakularnych katastrof, których na
kolei piaskowej - szczególnie w latach komunistycznej gospodarki, gdzie
ilość z jakością nic wspólnego nie miała - było niemało. Zacne maszyny Ty51,
Ty45, Ty2 i ich beczkowe tendry możemy zatem podziwiać od spodu oraz
analizować i bezpieczeństwo załogi i strefy zgniotu w parowozach - niestety
przypadały one na budkę maszynisty... Niesamowite wrażenie robią piramidy
utworzone z pionowo stojących w spiętrzeniu wagonów i tendrów, z wózkami
przemieszanymi na torze. Tabor podtopiony w wyniku osunięć grobli położonych
wprost na stawie i Ty51 pośród resztek nasypu pokazują, że inzynierowie
budowlani tamtych czasów nieraz albo zbyt wiele popili, albo nadzorowali
budowę z
przyłożonym do skroni pistoletem (?).
Najbardziej efektowne jednak - przynajmniej dla mnie - są serie zdjęć
przedstawiające liniowe, potezne parowozy (Ty2, Ty45, Ty51) wyciągające w
trakcji podwójnej (w tym czasem jedna maszyna na popychu)cięzkie składy
wagonów z piaskiem po krzywym jak spaghetti, prowizorycznie ulożonym torze
na wzniesienia o gradientach niczym w górskiej kolejce. Nie sądzę, aby
projektanci tych
parowozów kiedykolwiek przewidywali ich zastosowanie w jeździe terenowej, w
której sie sprawdzały... Klimat zdjęć dopełniają pelne dynamiki opisy
sytuacyjne Roszaka, dzięki któremu parowozowi laicy - jak ja - zwracają
uwagę na dotychczas "magiczne" szczegóły: np pionowy, wysoki słup pary z
komina wyrzucanej pod ogromnym ciśnieniem, ustawienie stawidła określające
stopień napełnienia cylindrów i obfite posypywanie piaskiem z piasecznic
toru, gdy stosunkowo bardzo lekki Ty2 musi osiągnąć moc i przyczepność godną
"gagarina" aby wskoczyć na wzniesienie z 1600-tonowym składem. Nie zbaraklo
też zdjęć wnętrz parowozów, podkreślających różnice w wyglądzie i
rozmieszczeniu urzadzeń sterowania w parowozach poszczególnych serii.

Oczywiście sporo jest też trakcji nowoczesnej - wiele zdjęć to pierwszy raz
publikowane wizerunki nieznanych na PKP serii elektrowozów i lokomotyw
spalinowych w portretach i w przemysłowym pejzażu.

Poza tym jest to gratka dla wielbicieli wąskich torów - jak już wspomniano,
historia kolei piaskowych zaczyna się od sieci wąskotorowych i tutaj nie
brakuje zdjęć będących znakomitym uzupełnieniem informacji znanych już z
trylogii Soidy.

Z jednej strony szkoda, że autorzy powielili koncepcję wydawania książki "na
raty". Fakt że w miarę dokładne przejrzenie tego dzieła (z czytaniem
podpisów pod rysunkami) zabiera ładnych kilka godzin, ale apetyt na "tekst"
zostaje rozbudzony ponad miarę, a waidomo że na tom I - ten opisowy -
przyjdzie nam czekać pewnie z rok.

Jakub Halor

Górnośląskie Koleje Wąskotorowe www.gkw.prv.pl


Źródło: topranking.pl/1570/nowy,album,o,kolei.php


Temat: Nowy konkurs: Skarbnica wiedzy
Dlaczego Chorwacja? Bo nigdy tam jeszcze nie byłem, bo podobno jest zawsze
ciepło i morze ma taki inny kolor.
W drugiej połowie sierpnia pojechaliśmy razem ze znajomymi zobaczyć na ile
opisy i opowiadania innych da się potwierdzić w rzeczywistości. I co sam widok
pierwszej zatoki i to w dodatku tylko z autostrady koło Zadaru dał nam nadzieję
na to, że urlop będzie udany.
Miejscowości nie obraliśmy wcześniej uznając że gdzie ładnie tam się
zatrzymamy i tak dojechaliśmy aż do Riwiery Makarskiej więc masyw gór Biokowo
wchodzący do morza urzekł nas także właśnie ten rejon uznaliśmy za godny uwagi.
Jeśli przyjedziesz wczesną porą to lokum znajdziesz łatwo. Kwater w tych
nadbrzeżnych miejscowościach jest na tyle a i okres po szczycie urlopowym
pozwolił na w miarę szybkie znalezienie odpowiedniego lokum. Tu rada aby nie
dać się zwieść pierwszemu wrażeniu bo kilka domów dalej może być dużo ładniej a
poza tym w myśl -przysłowia kto szuka ten znajdzie- nie zatrzymujmy się w
naszych poszukiwaniach przy każdym parkingu na wjeździe do miejscowości gdyż
stoi tam wielu naganiaczy którzy maja wiele często kiepskich i drogich
propozycji a te najlepsze są często w centrum więc wjedźmy tam i pospacerujmy
powoli napawając się pięknem okolicy i pytając po polsku bo ten język jest tam
doskonale rozumiany. Serdeczność w rozmowie widoczna u gospodarzy często choć
nie zawsze może być gwarantem dobrze spędzonego czasu.
Wiadomo plaża i morze to standardowe miejsce pobytu ale co dalej a może
wyżej?? Wyżej jest masyw górski Biokowo ze szczytem św. JURE i wys.
1762m.n.p.m. Czy warto? Ależ oczywiście bo gdzie w Polsce możemy nasze auto
tak wysoko wypróbować a poza tym inność gór i niesamowite widoki jakie
roztaczają się z serpentyn będzie czymś czego na pewno nie zapomnimy bardzo
długo. Sama droga jak zwykle długa , kręta i bardzo wąska aczkolwiek w bardzo
dobrym stanie o co w naszych górach w Polsce bardzo ciężko. Co prawda na
szczycie mini parking na 7-9 aut ale rotacja jest na tyle duża, że nie ma
problemu z zatrzymaniem. Wcześniej tylko sprawdźmy jak tam dużo płynu w
chłodnicy i czy hamulec ręczny działa bo bez tego ani rusz.
Po drodze w ten masyw powyżej wielu miejscowości stoją poniszczone i puste
domostwa kościoły więc pomyślałem że i tu nad morzem są jeszcze ślady wojen
etnicznych ale byłem w błędzie gdyż rozmowa z mieszkającymi w pobliżu ludźmi
sprostowała moje mylne poglądy. Co prawda powodem ich opuszczenia było też dość
niemiłe wydarzenie jakim w latach sześćdziesiątych było mocne trzęsienie ziemi
aczkolwiek nie była to wojna.
Ciekawe są też lokalne wydarzenia w postaci świąt czy coś w rodzaju naszych
odpustów gdzie ludność z okolicy zgromadza się i kultywuje stare tradycje
śpiewem tańcem oblewając to miejscowym winem ,bimbrem czyli rakiją i opiekanym
mięsem kozim bądź jagnięcym. Trzeba tylko wjechać trochę wyżej w góry dalej od
plaży i można zobaczyć i przeżyć troszkę inaczej ten pobyt .
Kolejna wycieczka to Mostar miasto byłej wojny w którym można ją bez
przeszkód zobaczyć ale też wiele ciekawych spostrzeżeń , których w Europie w
zasadzie brak.. W samym mieście przepiękny wjazd od strony chorwackiego
przejścia w Ljubusi gdzie brak zielonej karty omal nie zakończył naszej
eskapady lecz perswazja i prośba pozwoliła na dalszy przejazd. Celnik choć
bardzo wymagający okazał się dość ludzki i pozwolił na kontynuację podróży.
Wjazd z tego przejścia pozwala na zobaczenie wielu ciekawych górskich pejzaży a
samo miasto niespodziewanie wyłania się spośród gór i niesamowite jest w nim
to , że mimo upływu tylu lat od konfliktu nadal można wejść do domów i
budynków w których wojna naznaczyła swoje piętno. Dziś miasto żyje swoim trybem
lecz wyrwy w murach i inne szkody nadal są bardzo widoczne jakby to siedziało
wczoraj wiec chwila zadumy pozwala wczuć się choć troszkę w czas i miejsce gdy
trwał ostrzał i zburzono most , na którym dziś zbierają się tłumy ludzi w celu
utrwalenia na zdjęciu skoczka do wody który jest na pewno atrakcja tego
miejsca. Co dalej? Ceny które w tym kraju są bardzo przystępne i zachęcają do
zakupów nawet niezamożnego turystę z Polski więc warto bo gdzie kupimy
długopis z łuski po pocisku za niewiele ponad 10zł.? A może tu chwila
zastanowienia co my robilismy na początku lat 90?Może kupiliśmy nowy dom może
braliśmy ślub a może zdawaliśmy maturę?????????? Kelner w restauracji opowiadał
o wojnie w tym mieście i ponad 3000 ofiar. To dopiero na miejscu mówi jak to
było.
Dubrownik jako perła Dalmacji został już tak opisany że dodam tylko aby być tam
dość wcześnie by zdążyć przed napływem turystów bo gdzie zostawić auto? A co
innych wrażeń to miasto ma swój klimat i ja nie będę go opisywał ala jak
idziesz je zwiedzać w słoneczny dzień to weź ze sobą okulary i parasol a nie
pożałujesz bo oprócz czerwonych dachówek króluje tam kolor biały a słońcu jest
on jeszcze bielszych
Nie opisuje tu traumatycznych przeżyć gdy 30 minut gradu odebrało nam nasz a
hardość i pewność jutra gdy nie było nic oprócz deszczu i gradu wielkości wiśni
ale to zaliczmy do zdarzeń które jeszcze bardziej zachęca do zobaczenia tego
kraju choć ze świadomością że pogoda bardzo płata figle i warto się przed tym
zabezpieczyć.
A jak tam jagniecina ktoś pewnie zapyta . Jedliśmy i to nie przy plaży ale
pojechaliśmy w głąb Chorwacji na wioskę gdzie mało turystów i folkor zupełny i
czas jakoś inaczej płynie.
Polecam bo warto a kto tego nie przeżył musi po prostu zacząć szuka innych
wrażeń jak plaża morze i najbliższa knajpa bo przecież to co najlepsze jest
często tak blisko tylko że wydaje się, że tak daleko.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,201,47596724,47596724,Nowy_konkurs_Skarbnica_wiedzy.html


Temat: Znowu Kachna do Rumiankowej :))
Nareszcie sie dorwalam do kompa. Cale dnie i do polnocy moj luby morduje sie i
nie dopuszcza do komputerowania. A dzis jest w pracy, ja mam czas, wiec jestem
i witam cieplo :)

> Chodzilam jak bylo mnie coraz mniej. Nie wstydzilam sie wtedy wystapic w
> dwuczesciowym stroju :)).

Oooo. to dla mnie za mocne wyzwanie ;) Ja tylko jednoczęściowy, tak sie czuje
najbezpieczniej.

> A jak Twoja joga? Chodzisz dalej?

Ha! Nie udalo się :( Nie chodzę. Raz się spozniłam i wrociłam z polowy drogi,
drugi raz musialam zostac w domu, a potem to juz bylo b. trudno pojsc, pod
koniec miesiaca, praktycznie w polowie kursu wakacyjnego. I zrezygnowalam. No,
ale bylam raz, wiem jak to wyglada i wiem, ze odpowiada mi taki rodzaj cwiczen.
Zawsze sie czegos nauczylam :) Na pewno kiedys wroce do jogi.

> > O facetach:

> Moze faktycznie nie jest dobrze, jesli facet az tak sie opiekuje
(nadopiekuje) (..)

Dla mnie nie bylo dobre - przynosilo dorazne korzysci, ale na dluzszą mete bylo
niekorzystne. Choc z drugiej strony, moze potrzebowalam az takiego zagrzebania
sie w domu, ucieczki od ludzi, zeby pojawily sie tak silne dolegliwosci, ktore
wypchnely mnie do lekarza, potem na terapie i w efekcie zyje o wiele
efektywniej. Zawsze jest jakis plus :)
Ale mysle, ze nie zawsze dobrym rozwiazaniem jest wyreczanie osoby "slabszej",
tak jak nie jest korzystne uwieszanie sie na kims silniejszym.

> Tylko ja chyba juz za dlugo jestem sama i moze gdybym z kims byla,
> byloby mi latwiej w siebie zaczac wierzyc. Napisalam to i od razu pomyslalam,
> ze to nonsens. Ze przeciez zaden facet mnie nie "uratuje".

Moze i byloby latwiej w siebie wierzyc... Mogloby sie to wiazac z zaspokojeniem
potrzeby bycia akceptowaną, kochaną, potrzeby "przynależności" - to b. wazne.
Ale nie sadze, zeby zwiazek sam z siebie rozwiązał wszystkie Twoje problemy.
Nie mozna czekac, az ktos wezmie Cie na plecy i poniesie przez zycie ;) Masz na
pewno silne, wlasne nogi, tylko nie jestes pewna czy potrafia chodzic po tych
wszystkich wertepach zyciowych. Ale na ten brak pewnosci najlepsze jest
utwierdzenie sie, ze stawianie stopy za stopą nie jest tak trudne, jak sie
wydaje. I nie trzeba od razu lecieć na szczyty górskie, można rozkoszowac sie
spacerem po miękkiej trawie. Dobrze mowie? :)

Swoja droga probowalas spacerowac boso? Rewelacja, choc trzeba chodzic b.
uwaznie. Ja sie ucze, a moja kolezanka (tez z naszych klimatow hihi) chodzi tak
od lat, jak tylko ma okazje i kawalek trawy to sciaga buty i chodzi jak po
dywanie.

>Zreszta kto chcialby zwiazac sie z kobieta, ktora marudzi o wlasnym wygladzie,
czuje sie wiecznie
> niepewna i nie ma w sobie wiele interesujacych rzeczy, ktore moglyby go
> zafascynowac. Daleka droga przede mna, prawda?

Heh, cóż za "optymistyczny" opis ;) Ale pewnie gdzies tam w srodku czujesz, ze
to jak sie widzisz wynika z zanizonej samooceny, a nie rzeczywistosci. Az sie
chce krzyczec - jak to nie ma rzeczy, ktore moga zafascynowac??? To tylko Ty
widzisz siebie w skrzywionym zwiedciadle. A tam bym w zyciu nie powiedziala, ze
we mnie moze cos fascynowac, ale to nie ja na siebie patrze - to JEGO ma
fascynowac i jego oczy sa tu wazniejsze ;) Fakt, ze trudniej zauwazyc cos w
osobie, ktora wszystko w sobie chowa, nie chce pokazac i najchetniej
zamienilaby sie w przezroczysta bankę mydlaną. O! Mam pomysl, zrob sobie
zadanie domowe i sprobuj napisac kilka swoich zalet albo rzeczy, ktore moglyby
sie spodobac milemu facetowi - tylko pamietaj zeby patrzec na siebie zyczliwie,
z sympatią - wtedy pojdzie o wiele latwiej! :)

> > Uwierzenia w swoją siłę. Która JEST, na pewno jest w Tobie, tak jak była w
> >e mnie nawet wtedy kiedy zupełnie jej nie czułam.
>
> Naprawde JEST?

Jest :)) Piszesz, kontaktujesz sie w bardzo sympatyczny i ujmujący sposob,
potrafisz sluchac i wyciagac wnioski, wiesz co lubisz, masz marzenia... Nie
oklapłas calkiem, chcesz sie zerwac. A sila jest, tylko trzeba dac jej szanse i
sprobowac. Sprobowac zrobic cos, jakis drobiazg, ktory wg Ciebie wymaga tej
sily. Tylko nie na maksa, trzeba wybrac cos na swoja skale. Dla mnie bylo to np
zapisanie sie na gimnastyke, a wczesniej... pojscie na zakupy. Wystaw na probe
Twoja silę, a zobaczysz, ze jest.

> Z tym rysowaniem to Cie pewnie rozczaruje, bo nie maluje olejnymi, ani
pejzazy.
> Rysuje tak po swojemu, gdzie sie da, najczesciej dlugopisami, postacie, cos z
> projektowaniem ciuchow, takie tam.

Skad pomysl, ze sie rozczaruje? Jasne, ze to wszystko jest amatorskie, ale
wazne, ze to lubisz! Ja lubie pisac i to mi sprawia jakas satysfakcje, to jest
b. wazne. Technika mniej wazna :) A masz cos takiego wykonczonego, od poczatku
do konca, na lepszym papierze itd? Moze kolejnym razem dlugopis i kartke z
zeszytu warto zamienic na blok techniczny i dobry olowek? Czy co sie uzywa do
rysowania (ja sie nie znam) - chodzi mi o to, zeby tym rysunkom
dodac "profesjonalnosci". Zobaczysz, ze taki sam rysunek zupelnie inaczej
prezentuje sie w innej "oprawie". Co o tym myslisz?

> Lazilam tez kiedys na zajecia z ceramiki (glina itp).

Oooo... to super! I udało Ci sie cos ulepic? To musi byc b. fajne, przyjemne
zajecie.

> Wiesz co, napisze za chwilke drugi list, w ktorym napisze Ci jak to wybralam
> sie do poradni (zdrowia psychicznego, rzecz jasna). Kon by sie usmial ;))).

Lece czytac! :)

Rumiankowa
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,99,2396732,2396732,Znowu_Kachna_do_Rumiankowej_.html